Upierzesz dobrze, szybko, bez zmęczenia

Plakat Design by Franciszek Winiarski 1958

Zobacz galerię
2 Zdjęcia
Upierzesz dobrze, szybko, bez zmęczenia

Plakat Design by Franciszek Winiarski 1958

157

Plakat projektu Franciszka Winiarskiego. / fot.© w

Upierzesz dobrze, szybko, bez zmęczenia

Plakat Design by Franciszek Winiarski 1958

19-upierzesz-dobrze-szybko

Plakat projektu Franciszka Winiarskiego. / fot.© w

Z dzieciństwa pamiętam FRANIĘ moich rodziców. Niestety nie przypominam sobie kiedy dokładnie pojawiła się w naszym domu, ale we wspomnieniach mam wciąż żywe obrazy jest wielokrotnych i różnorodnych zastosowań. Mojej mamie służyła wiernie przez wiele lat do tego do czego była przeznaczona czyli do prania. Ja natomiast patrzyłam na nią jak na urządzenie magiczne zupełnie z innych powodów.

Mając kilka lat nie byłam zainteresowana faktem, że to elektryczna pralka wirnikowa produkowana w Polsce, choć wiedziałam, że nie każdy taką pralkę ma. Nie wiedziałam, że produkowana jest obok motocykli (choć do przedszkola jeździłam z tatą na motocyklu) w Zakładach Wyrobów Metalowych w Kielcach. Fascynował mnie świat maszyn i urządzeń różnych (tata jest elektromechanikiem), ale nie to wniosła w moje życie FRANIA.

Mój świat wirował kiedy wpatrywałam się w obracające się w bębnie pranie. Wraz z ruchem snuły się opowieści na temat znikających obrazów. Lubiłam te abstrakcyjne projekcje, ale jeszcze bardziej fascynowała mnie we FRANI wyżymaczka. Nie każda FRANIA ją miała, a był to element słusznie pożądany bo użyteczny. Czasami mama pozwoliła mi się asystować w zabawie w dobrą gospodynię i kręcić korbką w celu odciśnięcia nadmiaru wody. Magii wyżymaczki nie zapomnę nigdy, zapewne podobnie jak wiele innych dzieci urodzonych w latach 70.

Na plakat Franciszka Winiarskiego patrzę z uśmiechem. Nie tylko dlatego, że moja mama miała wówczas podobną fryzurę, mieliśmy taki fotel „Ewa” (jest u mnie do dziś i kiedyś o nim napiszę) i mieliśmy FRANIĘ. Uśmiecham się, bo nie pamiętam by moja mama kiedykolwiek siedziała obsługując pralkę. Nawet gdybyśmy mieli łazienkę zdolną pomieścić oprócz niezbędnego wyposażenia fotel byłoby to niemożliwe.

FRANIA wymagała obsługi z każdej strony. Napełnianie jej wodą i opróżnianie, ręczne wsypywanie proszku, czy tak lubiana przeze mnie kontrola pracy w trakcie prania i wyżymanie to był swoisty taniec wokół okrągłej pralki. Pomimo to oszczędzała wiele pracy i czas gospodyni domowej, która nie musiała już prać i wykręcać prania ręcznie. Niewątpliwie dawała odetchnąć choć na chwilę. To właśnie widzimy wraz z uśmiechem pani z plakatu. Słusznie mówimy „reklama dźwignią handlu”, choć prawda jest taka, że FRANIA znikała ze sklepów szybciej niż pieczywo, psuła się rzadko a jej konsumpcja trwała latami. Po latach prania, gdy na rynku pojawiły się nowocześniejsze konkurentki – bębnowe i automatyczne – znalazła dla siebie nowe zastosowania, jak mieszanie innych materiałów, ale o funkcjach FRANII napiszę kiedy indziej.

Krystyna Łuczak-Surówka

Komentarze

komentarzy